Bloog Wirtualna Polska
Są 1 278 133 bloogi | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS
zdążyłam już zapisać:

nie zamknę tego blooga...

..właśnie do niego zajrzałam i nie zamknę, jest w nim wiele wpisów emocjonalnie uczących mnie samą, i mi samej pokazujące, jak długą drogę mam za sobą, ile przeszłam i gdzie teraz stoję... a w zasadzie powoli i BEZSTRESOWO  ide do przodu...

wszystko co mam teraz , porównując do życia, które jest tu zawarte, mojego dzieciństwa i wczesnej młodości...

wszystko co mam teraz jest w porównaniu do tego bezstresowe...

szykuję sie do nowego wpisu...

 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (10) | dodaj komentarz

http://fakty.interia.pl/wiadomosci/news/wykorzystywanie-seksualne-i-narkotyki-w-przedszkolu,901146,3280

http://fakty.interia.pl/wiadomosci/news/wykorzystywanie-seksualne-i-narkotyki-w-przedszkolu,901146,3280

 

Na temat pedofilii się mówi, ale robi się cały czas niewiele...

 

Nieodpowiedni dotyk boli całe życie, bardzo ciężko jest się z tego wyleczyc...

 

...mi się udało...


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (3) | dodaj komentarz

http://kobieta.interia.pl/rodzina/rodzina/news?inf=872036

 

I jakże ciekawy artykuł na temat karania dzieci, wprzwdzie niezbyt głęboko wchodzący w zagadnienie, ale w jakiś sposób ukazujący kwestię - również od strony emocjonalnej...

 

http://kobieta.interia.pl/news?inf=861613 pedolfilia

http://kobieta.interia.pl/news?inf=864180 bite kobiety

 

http://facet.interia.pl/news?inf=864196 jak walczyc z nienawiścia


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (2) | dodaj komentarz

http://fakty.interia.pl/kraj/polska_lokalna/pomorskie/news/wyrok-za-molestowanie-dzieci,861578,3

 

Takie jak ona powinno sie zabijać,

 tak jak moja matkę,

 która wiedziała...


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (7) | dodaj komentarz

pomysł dobry, ale wykonanie...

http://fakty.interia.pl/fakty_dnia/news/czy-prokurator-wie-o-ciazach-uczennic,860980

 

...no właśnie, jak zwykle w naszej Polsce zacofanej, pomysł dobry, ale wykonanie z tego co czytam, jest chore...

 

...nic się nie zmieniło od kilkunastu lat, niby coś sie robi, coś się mówi, ale jak mówi powiedzenie, "dobtymi chęciami piekło jest wybrukowane"...

 

...przede wszystkim ani wtedy, ani teraz kadra nie jest wystarczająco przygotowana do tego, by zająć sie sprawą...

 

..poczytajcie komentarze, na wszystkie uczennice poiżej 15go roku życia, które są w ciąży patrzy się jak na małe kurwy, ladaczniece i puszczalskie... nauczycielki, pedagodzy i dyrektorzy najprawdopodobniej tez tak myślą... Edukacja pod względem zagrożeń zachorowań na choroby przenoszone drogą płciową i zajścia w ciążę jest znikoma, jak czytałam, że w szkołach mają wprowadzić nauczanie "kalendarzyka małżeńskiego" to mnie ogarnął śmiech pusty... Gdyby zaproponować założenie automatów z tanimi, sprzedawanymi na sztuki  prezerwatywami w gimnazjach, to by się podniósł krzyk, że się "dzieci" zachęca do złego, bo rodzice często w swojej naiwności wierzą, ze nastolatek gimnazjalny to myśłi tylko o trzymaniu się za ręce, a nie czymś więcej...

 

...mieszkam w kraju wysoko rozwiniętym, gdzie zakup prezerwatyw czy POSTINORu (tabletki antykoncepcyjniej "po" uniemożliwiającej zagnieżdzenia sie zapłodnionej komórki jajowej, o ile tabletki zostały połkniete do 72godzin po stosunku)jest możliwy nawet na stacji benzynowej, a w razie czego nawet uzyskanie recepty nie byłoby problemem - pamiętam jak mój kuzyn Zebuś, człowiek zawsze odpowiedzialny miał taka przygode z dziewczynąże nagle im ta tabletka była na szybko potrzebna, to ja musiałam dzwonić do swojego ginekologa stąd, żeby im na kredyt wypisał recetę, bo w prywatnej lecznicy (niedziela) skasować ich chcieli za usg i wizytę u lekarza, który miał wypisaćrecepte , tłumacząc, ze muszą sprawdzić, czy ona nie jest w dalszej ciąży, przez co nie starczyłoby im kasy na rzeczone tabletki, które oczywiście jak wszystko w Polsce, do tanich nie należą...

 

...a nie spodziewajcie się, że ktoś wam pomoże za tak zwany "damski chuj", bo w Polsce takich zachowań się często nie spotyka...

 

...przepraszam, żeby nie było, nie "jadę" na Polskę, bo czuję się bardziej zagraniczna niż jestem, robię to, bo mieszkajac od klku lat za granicą, widzę różnicę w wielu dziedzinach życia, nawet cholerne opłacanie p[olskiego chorego ZUSu, z którego mało kto ma pozytek... ale trudno uzdrowićchore państwo, ggdy u władzy chorzy ludzie, którzy tylko patrzą jak kasę wyrwać...

 

...znieczulica jest najgorsza...

 

...ludzie patrzą, a nie widzą...

...czasem wiedzą, a nie robią nic, bo "i tak nie warto" albo "nie chcą się wtrącać"...

 

...to również przeżyłam na własnej skórze, wiem o czym mówię...

 

...nauczyciele w szkołach są nieprzygotowani do zajmowania sie ludźmi, nierzadko nie wiadomo po co i z jakich powodów sie tam w ogóle znaleźli - czytałam jednego bloga ćpającej amfetaminę nauczycielki, to mózg staje w poprzek... Nie szykanuję nauczycieli, żeby nie było , sama miałam w życiu kilku wspaniałych, ludzi, pedagogów...

 

...wielu rzeczy się nie zauważa, bo się nie patrzy, bo się nie interesuje, każdy chce odbębnićswoje i miećdzień z głowy, w dzisiejszym świecie przepracowania, niezadowlolenia, małych wypłat, i zmęczenia...

 

...w moim przypadku też nikt nie zauważył, a chodziłam w ciąży w 7ej klasie szkoły podstawowej, kilkanaście lat temu, gdzie nawet nie mówiło sie głośno o tego typu sprawach, zapłodniona zostałam w wieku 13lat, rodziłam majac 14lat, w 40 tygodniu ciąży jak to obliczyli lekarze, czyli do 34tygodnia byłam w brzuchem w szkole codziennie, ale któż by sie przygładał uczennicy, któa "lekko" przytyła, kto by sie nad tym zastanawiał w przypadku wzorowej uczennicy ze średnią ocen 5,6???

 

...co zrobiła szkoła jak sie dowiedziała, czemu mam miesią zwolnienia lekarskiego w ósmej klasie, co zrobili nauczyciele (wychowawca, młoda, fajna pani, pedagod szkolny w wieku zmurszałym i pan dyrektor w średnim wieku i tego samego wieku pani zastępca dyrektora) te osoby musiały być poinformowane w chwili gdy do szkoły wpadła prokuratura by przesłuchać mnie w gabinecie dyrektora pod nieobecnośćrodziców, gdyz przesłuchanie w obecności matki na prokuraturze im sie nie zgadzało i w zaden sposó nie wyjasnialo mojej ciąży??

 

...no właśnie, potraktowałi mnie jak małą kurwę...

...jak osóbkę chroniącą ojca dziecka, podsuwano mi pomysły, że rzekomo od moich koleżanek sie dowiedzieli, że pisałam listy do jakiegos chłopaka w wojsku, przesłuchiwano mnie tak samo jak na prokuraturze, wypytując o podane tam szczegóły, które od początku do końca były oczywiście kłamstwem powiedzianym przeze mnie pod groźbą pozbawienia życia mojego dziecka, mojego zdrowego, ukochanego juz syna...

 

...nie miało dla mnie znaczenia, kto był jego ojcem, kochałam dziecko od chwili gdy je zobaczyłam, i nie było mowy, żebym pozwoliła zrobićmu krzywdę, a skoro groził ktoś nieobliczalny, sadysta, gwałciciel???

 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (7) | dodaj komentarz

i cos na temat patologii...

http://facet.interia.pl/news?inf=855517

 

http://fakty.interia.pl/fakty_dnia/news/8-lat-wiezienia-dla-andrzeja-samsona,856037,2943

 

W przypadku drugiego odnośnika, to mozna tylko ręce załamać że ktoś taki zrobił cos takiego, człowiek szanowany w społeczeństwie, czuł sie tak bezkarny, że robił co mu sie podobało... Im się zawsze tak wydaje, niezależnie od czynów jakie wykonują...

Sama pamiętam , że to co mojego oprawcę ubodło najbardziej to fakt, iż odważyłam sie stanąć przeciwko niemu, po latach cierpienia, gdy myślał, że zmiażdzył mnie totalnie i jestem tylko bezwolną kukiełką w jego rękach...

Do końca życia nie zaponę jego miny, gdy siedział skuty na ławeczce w korytarzu prokuratury, a jak przechodziłam obok niego to jeszcze mi puścił "oczko" dające mi do zrozumienia, że nie mam sie martwić, będzie dobrze... Jeszcze nie wiedział, dlaczego tam siedzi... Może nawet miał wizje co ze mna zrobi jak tylko mnie dorwie w domu, w końcu widział mnie wtedy po raz pierwszy po 8 miesiącach od mojego zniknięcia... Mojej matce, dowiezionej do prokuratury, byłam wdzięczna tylko za jedno - podpisała sie pod moimi zeznaniami... Gdyby tego nie zrobiła wtedy, pusciliby go, a on by mnie zabił... Potem juz w sądzie, utrzymywała, że policjanci wymusili na niej podpisanie tych zeznań... Biorąc pod uwagę co w nich było, nawet nie zdziwiłabym się...


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (2) | dodaj komentarz

...optymistycznie na początek roku ze szczęśliwą 7-ką...

Nie ma miejsca

we wspólnych dwojga serc przestrzeni

dla barier, przeszkód...

Miłość to nie miłość

jeśli zmienny naśladując świat

sama sie odmieni

lub zgodzi sie nie istnieć

gdy ktoś ją przekresli...

Miłość to nie igraszka czasu.

Miłośnie odmienią

chwile, dni, miesiące...

Ona trwa i trwać będzie

po sam skraj zagłady...

Jeśli sie mylę,

wszystko inne też mnie łudzi,

że piszę to,

że kochał choć raz

któryś z ludzi...


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (5) | dodaj komentarz

http://fakty.interia.pl/kraj/prawo_i_bezprawie/news/rmf-7-lat-gwalcil-

to mozna tylko przeczytac i plakac.........

 

nie wiem, czy ktoś z was czytał komentarze pod tym artykułem, ja nie rozumiem jak ktokolwiek może pisać "nie znacie sytuacji, ta dziewczyna jest chora"... a kto by nie był??

 

osoby o takich przejściach jakich doznała ta dziewczyna rzadko kiedy potrafia być normalne, normalnie czuć , żyć , kochać , zaufać , tworzyć związki....

 

Jakże tragiczne jest to, ze osoby wychodzące z rodzin patologicznych tak często powielaja jej niezdrowy wzorzec...

 

Ja dziękuje Bogu i wszelkim siłom niebieskim, że nie dość że udało mi się z gówna wyjść , to udaje mi się żyć jak człowiek , zgodnie z własnym sumieniem, nie krzywdząc nikogo świadomie....

 

Wiele lat zajęło mi dojście do siebie...

Wielu ludzi mniej lub bardziej mi pomogło...

Wielu starań trzeba było...

Wielu chęci, niechęci i morze wyłanych łez...

...tylko dlatego ,że moim najwiekszym pechem w zyciu było trafić na gnoja, oprawcę, który poslubił moją głupią, pusta matkę...

...teraz są ludzie, którzy zazdroszcza mi siły i hartu ducha w problemach, które życie rzuca pod nogi...

...ja powiem : wolałabym przez to nie przejść i móc uczyć sie cierpienia jako człowiek mniej lub bardziej dorosły, nie jako dziecko...

 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (4) | dodaj komentarz

dlaczego tacy ludzie żyją???

http://fakty.interia.pl/fakty_dnia/news/25-lat-za-okrutne-zabojstwo-4-latka,851942,2943

http://fakty.interia.pl/fakty_dnia/news/ojciec-bil-przyduszal-i-przypalal-suszarka-niemowle,851926,2943

 Ja płaczę czytając takie artykuły...

W przypadku pierwszego cieszy mnie ten zasądzony wymiar kary, bo 25lat to juz niemało jak na polski system sądownictwa, który akurat znam od tej strony - w moim przypadku z paragrafów wypadało maksymalnie 10lat, z kolejnego 3lata, sędzia zasądził mojemu oprawcy za mnie 8+2 lata, a dodatkowe półtora roku za pobicie 3 osób. I trzeba dodać, że wtedy, w połowie lat 90-tych był to najwyższy wyrok w tego typu sprawie od 50lat...

Za to w tej drugiej sprawie te grożące gnojowi 10lat więzienia to śmiech na sali....

Niestety w Polsce tak jakby wylicza sie "średnią" ze wszystkich paragrafów, nawet nie sumując najwyższych możliwych wyroków, które wcale nie są duże...

Zauważyliście, że złodzieje dostają wieksze kary w porównianiu do przestępstwa?? ajuż najwyższe to ci, którzy okradli skarb państwa....

 

Ale w przypadku znęcania się, to najpierw chcą dowodów, których nawet często nie ma...  a jak już są, tak drastyczne, to sąd uznaję, że dziecko zmarło od jednego, ostatniego uderzenia w brzuch, a nie, że zgon byłspowodowany wieloletnim znęcaniem się nad dzieckiem, które było już tak osłabione, że mogło umrzeć nawet na zapalenie płuc, a wtedy rodzice nawet nie stanęliby przed sądem....

 

Ja mogłabym za darmo eliminowa tego typu gnoi... karabinek snajperski, a nawet srutówka, napakowałabym gnoja ołowiem i patrzyłabym jak zdycha....

A takie kurwy jak ta matka, jak moja matka, które nie robia nic by obronić własne dziecko, to bym ustawiła na rynku, przywiązaną do pala, a ludziom dałabym do ręki kamienie...ukamienowanie powinno być karą, malę kamienie, żeby nie umarła od razu.......

Jak czytam takie rzeczy jak w tych artykułach, nie potrafię wyłączyć nienawiści...

 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (7) | dodaj komentarz

mój przypadek braku wsparcia...

Miał byćd o tego szerszy rozpis, link jest do artykułu, w którym rodzice i ukochany jak zwykle wiedzą lepiej co zrobićdla rzekomego dobra dziewczyny i nikt nie liczy się z jej zdaniem...

http://kobieta.interia.pl/news?inf=825527&pge=1

 

Można sie pokłócić o takie coś jak opisane w artykule, można za mniej i za wiele więcej...

 

Brak wsparcia....

 

 Ja nigdy go nie mialam, od rodziców nigdy...

 

Moja matka wspierała zawsze siebie, swój pociąg do kieliszka, a na dobre zaczęła przecież pićprzez faceta, któremu pozwoliła zniszczyć własne życie w ramach wygody niechodzenia do pracy...

 

...ale poświęciła jeszcze mnie...

 

...poświęciła mnie do tego stopnia, że jak tak czasem myślę, to naprawdę duzo trzeba u niektórych, by przestać kochać...

 

...ja nawet nie znienawidziłam swojej matki za to, że nie broniła mnie przed swoim mężem, nawet nie znienawidziłam jej za to, że pozwalała mu mnie katować, nie znienawidziłam jej za to, że pozwalała mu na wszystko,że kryła go i to co robił, że wszyscy myśleli, że katuje tylkko ją, a to dorosła kobieta była, więc i jej wybór...

 

...nie znienawidziłam jej nawet za to, ze tak łatwo mnie poswięciła, że żerowała na mnie, że moim kosztem załatwiała sobie wygody i to czego sama nie mogła mieć...

 

...nie znienawidziłam jej, gdy wyrzuciła mnie z domu, wróciwszy z prokuratury, po tym jak okazało sie, że jej mąż zostanie zatrzymany w areszcie śledczym...

 

...wyrzuciła mnie ze słowami, ze teraz kto będzie na nią zarabiał??? skoro go wsadziłam do więzienia, to musze sama się wziąć za robotę i ją utrzrymać, ona po zapomogi nie będzie biegać...

 

...biegałam ja...

...do pracy też...

 

...nie mieszkałam z nią, ale przynosiłam jej pieniądze na życie...10 lat temu potrafiła rozpierdolićsto złotych w trzy dni, głownie na chlanie, a do jedzenia kupowała zupy z paczki...

...to miało jeszcze bardziej zgubne konsekwencje...

 

...jak zaczęłam przynosić jej typowo zakupy, jedzenie, papierosy, to mnie wyzywała, bo nie miała kasy na chlanie...

...urządzała mi awantury, że przynosze jej tylko samo jedzenie, ze nawet piwa jej nie kupie...

 

...ile razy miałam ocho te chwycić ej głowe i pierdalnąć nią tak z całej siły o ścianę...

...czasami przestawałam sie dziwić ze stary ją lał...

 

...potrafiła z równowagi wyprowadzićkażdego, a pijana, była agresywna, ale w starciu z nim zawszze każdy przegrywał...

 

...nigdy nikogo nie widizłam co by mu dał radę, a bił innych ludzi...

 

...pomocnika prokuratora, sąsiada z piętra niżej, bo miało być kulturalne wypicie drineczków, ale sąsiad nie wiedział co sie kryło za uprzejmym usmiechem skurwysyna... szybko policja starego wtedy zgarnęła i pamiętam moja matkę, która wtedy tez na oczach sąsiada dostała wjeb, błagała sąsiada na kolanach by nie wnosił oskarżenia, bo kto na nią i na mnie zarobi jak on pójdzie siedzieć....nie chciało się jej do pracy, i tak by ja z każdej wyrzucili...

 

...bił klientów, zrzucał ze schodów, tych , którzy upomnieli sie o zwrot zaliczki za niewykonana robotę / miał działalność  prywatna dochodowa, na czarno...

 

Znienawidziłam ja dopiero po dwóch latach tułania się po sądach w sprawach przeciwko mojemu oprawcy, gdy mimo braku wielu dowodów na udowodnienie mu calych , wielu lat katowania nas obu, że nie składała zeznań przeciwko niemu....

 

...chociaż za nieskładanie to jej jeszcze nie znienawidziłam, gdzieżby, myślałam, że się go boi i dlatego nie chce świadczyć w sądzie przeciw niemu...

 

...znienawidziłam ją dopiero, gdy juz było pewne, ze on pójdzie siedzieć i to na długo...

 

...bo zaczęła składać zeznania...

 

...na jego korzyść...

 

...wyobraźcie sobie matkę maltretowanej na jej oczach setki razy córki, która przed sądem, przysięgłszy mówić prawdę, zaczyna bronić swojego biednego uciśnionego męża...

 

...który katował pasierbicę, bo była taka niemożliwa do utrzymania w ryzach...

 

... bo sprawiała takie kłopoty wychowawcze. że nie było rady inaczej jak katować...przez te wszystkie lata, odkąd on sie nami "zaopiekował"  i zarabiał, no przecież mu się w domu "spokój nalezał i spełnianie zachcianek" , więc ona-żona starała mu się to umożliwić...

 

...pasierbica sprawiajaca takie trudności wychowawcze, ze miała minimum srednia ocen 5,0 a w najlepszych latch, czyli tych, gdy katował najbardziej, a ja uciekałam w ksiązki, których nie wolno mi było czytać za dnia, bo doba należała do oprawcy i miałam być użyteczna jemu...

 

...znienawidziłam ja wtedy dopiero, gdy sprzeniewierzyła sie ostatecznie...

 

...a wczesniej prokurator proponował mi wsadzenie jej za współudział...

... żałowałam, że tego nie zrobiłam...

 

...biegałam po sądach trzy lata... nie miałam  ochoty marnować następnych...

 

 

 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (16) | dodaj komentarz

zjeżył mnie jeden komentarz,

Szkoda tylko, że  ów Martin nie zostawił do siebie namiaru,

no chyba,że jest osobą nie posiadającą blooga.

Po raz pierwszy od dawna ktoś odebrał mi prawo do człowieczeństwa!

Wiara to nie tylko wiara kościelna czy katolicka,

dla mnie wiara to wierzenie w wartości nadrzędne -

choć wielu ludzi mogłoby stwierdzić, że bluźnie,

ponieważ wierze w Boga

ale nie tak jak  katolicy, chrzescijanie, muzułmanie na przykład...

Nie potrafie przyjąć z góry narzuconych reguł wiary,

nie potrafie i nie chce zastosować sie do czegoś,

co jest stworzone przez rzesze duchownych i papieży,

tudziez innych ludzi, którzy zajęli sie produkowaniem nakazów,

i zakazów,

których przestrzeganie lub nie

otworzy lub zamknie nam drogę do Nieba.

 

Wiesz co, Martin, w zasadzie  dzieki za ten koment.

Zjeżył mnie w pierwszym momencie, 

ale tez nakłonił do napisania czegos waznego...

Czegoś w co wierzę, i potrafie to powiedziec - nie tylko na bloogu.

 

Mnie samej najbliższa jest Kultura Wschodu i Reinkarnacja.

Kazdy ma prawo wierzyć w co uzna za stosowne, ateizm tez jest forma wiary.

 

Jak więc wspomniałam wcześniej, cytując górnolotne wyrażenia, staram się podać autora cytatu i w zaden sposób nie będzie mi przeszkadzało, jeśli takowym autorem będzie ksiądz, nie mniej jednak księży z powołania jest w dzisiejszym świecie coraz mniej, od stuleci jest cos w rodzaju infrastruktury kościelnej na świecie, i chyba nikt nie zaprzeczy, jeśli powiem, że Watykan jest najlepiej  i najdłużej prosperującą firmą  na świecie...

 

A wspomniane prawo do człowieczeństwa, to prawo do zaklnięcia równiez...

Klnę jak szewc od 8 roku życia, zaczełam kląć w kilka miesięcy od pojawienia sie w domu oprawcy i klęłam zawsze jak diabli... Nie raz samej mi to przeszkadzało, ale osobie o tak zszarganych nerwach jak moje, trudno było sie opanować.. Owszem, starałam sie i staram, trudno pozbyć sie  tego typu głupich nawyków, cho teraz przynajmniej na co dzień klnę o wiele mniej niz kiedys, oczywiście wyłączając sytuacje, w których puszczą mi nerwy...

 

Mam za sobą przeżycia, które większośćludzi kwalifikowawaby do zamkniętego zakładu psychiatrycznego lub na długie leczenie... ja byłam tak poraniona i poszarpana, że nawet pod tym wzgledem nie pozwoliłam sobie pomóc, bo byłam przekonana, że nikt nie potrafi zrozumieć tego co przeszłam, skoro tego nie przezył i po co mi ludzie, którzy będą sie nade mna użalać i próbować mi tłumaczyć  dlaczego pewnien psychicznie chory  i niezrównoważony emocjonalnie człowiek staranował moje zycie, poczucie czlowieczeństwa i własnej godności doi tego stopnia, że mam za soba próby samobójcze, a sama siebie odbudowywałam ze zgliszcz, które pozostały tylko dlatego, że przez pierwsze lata mojego życia, mimo iz byłam niechcianym dzieckiem, wszyscy jednak bardzo mnie kochali jak już sie pojawiłam na świecie, moja matka chyba tez...

Moja MC mnie kochała i Uja, i Dziadzio i obie Babcie,i  jedna przyjaciólka mojej matki, która wygladała jak Romina Power (ta od duetu z Al Bano)... to własnie ta ich miłość wytworzyła we mnie to coś w srodku, co jednak nie pozwoliło mi się poddać i kazało walczyćo siebie, nawet jak juz mnie opanowywała czarna rozpacz i beznadzieja...

 

Tyle czasu mi zabrało, by zawędrować do miejsca, w którym sie obecnie znajduję i była to droga po szkle , w palącym słońcu pustyni i huraganach, łagodzona czasami  łagodna bryza i dotykiem mojego Anioła, którego mam jak kazdy z nas...

 

Wierze, że każdy z nas ma swoja droge przez męke, na która sie zgadza przed ponownym narodzeniem na ziemi, tylko po to by udoskonalać swoja duszę,bo tylko doskonałośc prowadzi do Boga, do Nirwany, do stanu wiecznego szczęścia, do Nieba...

Mamy wyznaczone zadania w zyciu, i własnie to jak sobie z nimi poradzimy jest ocena  doskonałości naszej duszy, bo tylko ona żyje w nas wiecznie...

To tak jakbysmy mieli tam w Niebie  taką liste plusów i minusów prowadzona przez całe nasze życie i tylko wynik końcowy przesądza o tym, czy dostaniemy kolejna szansę...


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (4) | dodaj komentarz

wątpliwości w miłości...

" Stawiamy sobie mnóstwo pytan, które kwestionuja wiarę, ale one są częścią wiary.

Gdy kochający pyta: >czy naprawdę mnie kochasz?<

jego pytanie należy do istoty miłości

i jest znakiem jej kryzysu "

 

to kolejny cytat Księdza Tischnera - jestem katoliczką tylko z faktu chrzcin i komunii, nie identyfikuje sie absolutnie z doktrynami Kościoła Katolickiego, nie mniej jednak oddaję cześć ludziom potrafiącym mówić mądrze, a prawdziwośćtego cytatu sprawdziłam na własnej skórze - jesli człowiek czuje, że jest kochany, niepotrzebne mu zadne słowa... Rok temu przeżyłam juz czas, gdy brak słownego potwierdzenia bolał i powodował mdłości...

 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (1) | dodaj komentarz

wiara, nadzieja, miłość

... wiarę burzymy jednym słowem,

budujemy tysiącem.

 Jest to proces długi i żmudny,

 a my przyzwyczailiśmy się,

 że wszystko dzieje się szybko

i równie szybko dostajemy to, co chcemy...


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (7) | dodaj komentarz

jakiś czas temu przeczytałam taki cytat:

 ...

kobieta spada,

rozbija sie na kawałeczki,

 a potem odradza

- piekniejsza, mądrzejsza i silniejsza...

tylko mniej ufna i ostrożniejsza

...

Jak ja bym chciała, zeby ta druga częśc tego zapisu nie była prawdą...

Zebysmy nie musiały byc mniej ufne...

Moim jednym z najwiekszych marzeń jest chęc zaufania komus w pełni...

 Ba, mozliwośc sama takowa!!!

 

 Bo jakże kobieta zraniona tyle razy przez zycie i ludzi może CHCIEC zaufac komus w pełni?

 

 

 Tak jak w tej starej piosence

>chciałabym,chciała,dałabym,dała<

 tylko żeby sie znalazł na mojej drodze taki ktoś komu mogłabym tak zaufac...

 Myslałam, że to sie nigdy nie zdarzy, ale po tym jak wiele lat temu zdradziła mnie moja własna matka - dla jej męża, a nie mojego ojca, którego i tak nie znam - przeniosłam całkowicie uczucia na moją Matkę Chrzestną, wiedziałam, że kocha mnie bardzo, w końcu to ta sama krew, i zawsze wszyscy się śmiali, że ja nie córką swojej matki powinam byc, ale mojej Matki Chrzestnej, bo bardziej do niej z charakteru podobna jestem - a wtedy jeszcze nie byłam taka piekna, więc bardziej siła charakteru sie w oczy rzucała...

 

...Od dzieciaka kochalam moją MC (Matkę Chrzestną) jak nikogo na świecie...

 

Była piękna, kochana, jej najstarszy syn był dla mnie jak Brat juz wtedy kiedy kłócilismy sie o klocki lego i "resorki", on był dzieckiem szcześcia, miał cudowych, dośc dobrze jak na tamte czasy sytuowanych rodziców, którzy go kochali, miał wszystko...

I wyrósł na cudownego mężczyne, w którego posiadaniu jeszcze niedawno była Roz, prześliczna Angielka z korzeniami z Bangladeszu (cóż za egzotyczna mieszanka!);poświęciła miłość do mężczyzny dla matki...

 

 ...ja ponoc zawsze mogłam, a ponad wszystko chciałam mówic do niej "mamusiu" tak jak mój cioteczny Brat, ale czułam , że mi nie wolno - chociazby ze względu na niego - i tak byłam jedyna Kuzynką, osobą, z którą dzielił sie zabawkami bez wiekszego sprzeciwu...

 

 Jego młodszy brat, kuzyn, średniak Maniek - zawsze się śmieję, że jest moim wychowankiem, jak w "Seksmisji" sie zawsze śmieję, że pieluszki mu zmieniałam, po pupci go klepałam, a on juz pełnoletni jest...I piwo pije...

 

Ich najmłodza siostra, czyli i moja najmłodsza siostra, Maniutka,  patrzy we mnie jak w obraz, i kocha mnie jak nie wiadomo co, nawet nie wiem za co... Przy niej spędzilam najmniej mojego życia, a ona mnie uwielbia, przynajmniej ja mam takie wrazenie jak jestem blisko niej, co nie zdarza sie często, bo ja daleko mieszkam...

 

 Mąz mojej MC to cud. Uja. Taki zwykły, najzwyklejszy cud pod słońcem. Nieporadny, niezaradny - jak mawia moja MC, ale dobry, kochający, starający sie mąż i ojciec rodziny. Na dniach będą mieli 25-lecie ślubu...To dopiero coś w dzisiejszych czasach...Teraz Uja wyemigrował zarabiać do Zebusia, mamy kontakt przez łącze MSN, gadamy duzo i często i jest tak fajnie... Uja zawsze był jak Zawisza, na miejscu, kochany, spokojny, ale mądry sercem (miał być księdzem i teściowa nigdy nie wybaczyła MC, że Uja nie wrócił do seminarium, a sama go stamtąd wyciągnęła, bo zmarł jej mąż i komuś sie trzeba było zająć domem i matką i na młodszego z braci wypadło...MC nie raz wzdycha, że jej sparalizowana po wylewie, lężąca teściowa teraz ją za to karze - większośc lekarzy nie wróżyło jej przeżycia roku, a jej stan tylko sie pogorszył i takie ma MC z nia utrapienie, że słów brak...)

 

 I ta najukochańsza MC, kiedy przyszło do pewnego momentu kłótni,

 kiedy zabrakło jej argumentów,

 zachowała się jak kobieta.

Obca kobieta.

 Nie jak matka,

nie jak przyjaciółka,

 które twoich najwiekszych sekretów nie zdradziłyby nigdy...

...rzuciła tylko dwa zdania, dwa znaki zapytania, które mogły w mgnieniu oka, a nawet szybciej roztłuc moje życie na kawałki,moją przyszłośc, moje wszystko... nawet jeśli można było posklejać, a trza było, to jednak pewne zachwiania nie służą związkom w zaden sposób, a nie było ich mało...

 

I co z tego, że potem przepraszała?

 

Że pisała mi w sms-ach, że nie powina była, ze była pijana i nie pamieta,

  że nie pamięta,

że mnie spoliczkowała dwa razy,

 że wyzwała od najgorszych, wprost zelżyła wiele razy,

 bo zabrakło jej argumentów, bo nie mogła znieśc nadmiaru-nawet nie wiem jak to napisac- poczucia wdzieczności wobec mnie za całą okazana pomoc,która płynęła ze szczerego serca...

bo się czuła taka malutka za to, że ona swego czasu gdy próbowałam wypłynąćna powierzchnię z najstraszniejszych odmętów mojego życia, że ona mi nie pomogła, bo jej nie pozwoliłam na to, chcąc ją chronić przed sadyzmem oprawcy i jego chorym umysłem, latami miała o to pretenscje, że nie zwróciłam się do niej o pomoc - nigdy tego nie robię nie mając uprzednio przekonania, że dana osoba może mi rzeczywiście pomóc, i zdarza mi się to naprawdę rzadko... i że mimo to ja jej, im , mojej rodzinie tyle pomogłam...

Pomoc niecodzienna, bo kazdego możliwego rodzaju, psychiczna, emocjonalna, i tez spora finansowa,na tyle na ile tylko pozwalały mi możliwosci...

chyba jednak było tego za duzo...

jakbym dała z siebie mniej, to moze by tego nie było, może by się to nie wydarzyło...

 ...i wszystko z nadmiernego zaufania, z tego, ze myslałam, że moge jej zaufac,całkowicie bo jest moją MC , PO(pełniącą obowiązki) matki...

zbytnio sie odsłoniłam z pewnych tajemnic, które do czasu zaistnienia kłótni były juz dawno zdewaluowane, że tak się wyrażę, jednak nadal mogły zaboleć kogoś w oparciu o pewne zdarzenia z przeszłości...

...osoba , która dobrze wiedziała, ze moja własna matka porzuciła mnie na maksa,wyrzekła się mnie i  poświęcila mnie w imie miłości dla swojego nowego meża w wieku lat 7, że ja tak naprawde byłam jak ta sierota wyrzucona na śmietnik życia...

 Nadal sobie nie potrafie poradzic z myślami o tym mimo,iz zło mogace wyniknąc z jej krzyków zostało zażegnane... nie było łatwo, ale dałam radę, pomogła mi w tym także moja druga przyszywana siostra Dzidzia, córka mojej Maman (przyszywanej mamy, ot taka patchworkowa rodzinka, ale tez strasznie poszarpana, bo Pechowa to kuzynka Maman, do niedawna moja, ale z nią poszło - jak nie wiadomo o co, to o kasę, co nie?)

 

Chwilowo odczuwałam nawet podwójna żałobę.

 

Kobiety w moim życiu ranią mnie o wiele bardziej niz mężczyzni...

 

 ...chyba kiedyś,w jakimś poprzednim życiu byłam facetem...

 ...facetem bardzo niedobrym dla kobiet...

 ...może to ja łamałam im serca, a teraz moja karma wraca do mnie..

. ...a moze, jak twierdził kiedyś pewnien Niedźwiedź, one są po prostu zazdrosne...

 ...za to, ze jakos mi sie w życiu uklada...

 ...że jestem "piękna(czasami), mądra(czasami) i kochana(też)"

 "że mam wszystko czego można chciec(jak na normalną kobietę)"

 "że mam kochającego męża,który nie pije,nie bije i nie cpa(rzucił dla mnie)"

"że zarabiam tyle, że stac mnie na normalne życie,(od 1-go do 1-go)"

 "że jestem zdrowa (na tyle,że nie widac, ze choruje)"

 Chyba miał rację...

 

...to co widac na zewnątrz może byc przyczyna zazdrości...

 

 ...NIe potrafię nie kochac i nie ufac...

 

...idę przez życie coraz bardziej poharatana i zraniona, poszarpana, z bliznami i głupią nadzieją, że na świecie jest jeszcze tylu dobrych ludzi, i że może mi bedzie dane na niektórych z nich trafic...

 

 A jakiś czas potem zapłakałam, bo nastąpił pogrzeb innej przyjazni...

  Świec Panie nad jej duszą żyjąca nadal - żegnaj Skrzynka.

 Widocznie nie zasłużyłysmy na siebie.

Znamy sie obie na tyle dobrze, żeby wiedziec, żę bedzie trudno trafic na druga taką osobe...

 Ale może sie uda.

 To ostatna moja łza wylana za ciebie.

Próbowałam.

Naszą przyjaźń zabił nadmiar wdzięczności.

Jej też pomogłam bardziej niż jak sie potem okazało - była w stanie unieść - dumna wredna szczwana dupa, zajebista laska, która jakiś czas po tym jak sie lepiej poznałyśmy rozpadła się w ciężkiej depresji, rozbity związek, brak pracy, problemy ze zdrowiem...pomogłam jej poskładać się do kupy i całe to życie - jak stanęła na nogi, po półtora roku, przygniótł ją wstyd, że komuś tyle zawdzięcza, że okazała taką słabość, a przecież ona jest jak pittbull i taka ją mają widzieć...a przecież zrobiłam to ze szczerego serca

 

I jak tu komuś pomagac?

proszą cię o to, żądaja wręcz czasami, a potem obuchem w łeb dostajesz...

...mam dosyc...

...nie warto byc dobrym...

...


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (10) | dodaj komentarz

napisałam do siebie samej kilka lat temu w pamiętniku

 

"Po raz kolejny przekonałam się,

 że prawdziwa przyjazń

 - NIE ISTNIEJE -

jeśli tak jest,

to pewnie tylko tak ci się wydaje...

 ... fatamorgana...

 


Podziel się
oceń
1
1

komentarze (11) | dodaj komentarz

:)

> na pewno polecam buddyzm osobom

które sensu w codzienności

nie widzą <


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (8) | dodaj komentarz

life must go on

Widać, że chyba nie bardzo orientujesz się w sprawach chorób psychicznych/musiała być ona tak udręczona/sama to przeżyłam/na szczęście przeżyłam/Depresja jest bardzo ciężką chorobą, fakt, że się leczyła oznacza, że nie chciała opuszczać córki/nie chciała i szukała pomocy/lekarz jednak nie potrafił jej pomóc/albo zgłosiła się do niego za późno/to, że się zabiła oznacza, że przeżywała piekło na ziemi/znam to/rozumiem i nikomu nie życzę przeżycia tego/

 

nikomu nie życzę niczego w tym rodzaju

 

nikomu, oprócz jednej żyjącej niestety jeszcze osoby,która była bezpośrednim sprawcą mojego piekła na ziemi przez wiele lat, komuś kto zmaltretował moja psychikę, sferę emocjonalną i ciało do tego stopnia, że byłam dwa razy na tej krawędzi, której temat ostatnio podjęłam, byłam młoda wtedy i nie wiem czy był to Mój Anioł Stróż czy zrządzenie losu, że mi się to nie udało, a ja też mimo wszystko chciałam żyć, a jednocześnie tak bardzo chciałam aby skończyło się moje życie z każdej chwili, by już nie musieć cierpiec, nie musieć się bać, czuć bólu, wszechobecnego strachu, poczucia beznadzieji i skazania na to wszystko bez możliwości jakiejkolwiek obrony, gdy zawiodła osoba, która mi to życie "dała" a potem właśnie  "zafundowała" to piekło dla zatarcia własnych kompleksów i dla własnego wygodnictwa, co zrozumiałam wiele lat później gdy dane mi było dorosnąć...Jako dziecko myślałam , że ona czuje to co ja i nie wie jak z tego uciec, od tego, od niego...

 

Może nie wiem wiele na temat chorób psychicznych, ale znam pojęcie piekła od podszewki i od pewnego czasu naprawde nie potrafię zrozumieć samobójców, i nadal uważam, że są egoistami, bo ich czyn jest wynikiem zamknięcia się we własnym bólu, jeśli ktoś myśli o tym co swoją śmiercią wyrządzi innym nie jest w stanie się zabić , chyba, że uważa swój własny ból za najstraszniejszy i niemożliwy do uleczenia...

 

Wszystko jest kwestią pracy nad soba, nie zrobi tego za nas żaden lekarz, psychoterapeuta to luksus dla bogatych, owszem był moment, że zaoferowano mi psychologa z "urzędu" ale wtedy uważałam, że nikt nie jest w stanie zrozumiec mnie i moich przeżyć, a tym bardziej dwa razy starsza ode mnie baba, która po prostu wykonywała swoja pracę, a osoby zajmujące się moją sprawą są nieczułe, a korzystny dla mnie wynik jest tylko kolejnym szczebelkiem do awansu, bo sprawa przewijała się przez gmach sądu przez kilka lat i nadal ma kontynuację, wprawdzie już nie o tak ciężkim przebiegu... teraz nawet nie wyobrażam sobie czy dałabym radę po raz kolejny przez to przejść i notabene nie wiem skąd brałam siły, ale wiem, że można, jestem przekonana, że można wyjść z każdego gówna i nadal być człowiekiem, albo znowu się nim stać...wiem, że nie kazdy ma taką samą odczuwalność bólu i nie tak mocna psychikę, ale jakaż moja mogła wtedy być, byłam dzieckiem...biorąc pod uwagę że rozpiętośc słowa dziecko jest dość duża, ale przyjmując wiek do osiągnięcia pełnoletności...

 

Myślę, że jednak jako dorosła kobieta, jest ona istotą już mądrzejszą, mającą za soba pewne doświadczenia, jakies poznanie świata, ma mimo wszystko większe możliwości... fakt, że czasem trudno je dojrzeći ubolewam stokrotnie nad tym , że świat jest pełen takich skurwysynów psycholi do potęgi entej, tak sprytnych ,że katują swoje ofiary latami zanim ktoś się spostrzeże, jeśli w ogóle...

 

Jakieś pół życia temu bardzo chciałam pójść na studia, skończyć prawo i zostać prokuratorem - ale przecież w Polsce nie stosuje sie kary śmierci, a każda inna moim zdaniem , jest za mała za takie uczynki, za kazdy rodzaj przemocy stosowanej czyniącej z człowieka zaszczute zwierzę...bo w większości przypadków do takich tragedii przyczynia sie ktoś jeszcze, zwłaszcza jeśli chodzi o depresję, bo nie mam tu na mysli ciężkiej choroby psychicznej, która mogłaby doprowadzicć do odebrania sobie życia , gdyby nie to , że nie nam o tym decydować , kto ma chodzić po tej ziemi , to sama bym uśmiercała takich gnoji...

 

tak, moim ulubionym filmem, a później serialem była "Nikita"

moim marzeniem było móc bezkarnie eliminować złoczyńców

nawet jeśli byłoby to tylko strzałem między oczy z daleka

bez możliwości torturowania, byle tylko ich wybijać po kolei...

 

Przeszłam przez wszystkie etapy nienawiści, która najbardziej niszczyła mnie samą, bo nie pozwalała sie od tego oddzielić, nie ma mowy by zapomnieć, ale nie można tak żyć, nie można żyć czymś na co się nie miało wpływu, bo sie nie wiedziało co zrobi, co można zrobić jak sie bronić, że w ogóle jest to możliwe, że można żyć jak człowiek, jak inni ludzie...

 

Walka o własne życie, dzień po dniu, nie daje czasu na depresję...

depresja rodzi sie długo po...

 

zaczęłam emocjonalnie umierać po raz wtóry, gdy już wygrałam część batalii o moje prawo do życia i bycia człowiekiem...

 

gdy dorosłam i dojrzałam umysłowo na tyle, by móc zrozumieć jaką krzywdę mi wyrządzono, co mi zabrano, z czego mnie odarto, jaki szmat życia mi wydarto bezpowrotnie, co starciłam, kogo straciłam, ku*wa mać

 

na dziś dość, rozpędziałam się, nie moge sobie pozwalać na takie rozklejanie,

life must go on

 

 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (2) | dodaj komentarz

i jeszcze kilka słów nt ostatnio poruszany

 

" Nasza kultura straszy nas śmiercią,

tymczasem na Wschodzie śmierc jest częścią życia.

Przecież rodząc się już pomału umieramy,

ważne,abyśmy o tym pamiętali

i nie demonizowali śmierci "

 

 

...to jest bardzo dobry cytat...

 

...to naturalne, że większośc ludzi boi się śmierci, to chyba naturalna kolej rzeczy, boimy się najpierw i najwcześniej, że nam ktoś ukochany umrze, najcześciej mamy taki przejaw w stosunku do rodziców, jeszcze w dzieciństwie, kiedy po raz pierwszy zetknęliśmy się ze śmiercią i zrozumieliśmy, że śmierc zabiera bezpowrotnie,że tej osoby już nie będzie żywej, ciepłej, gotowej się przytulic i pogłaskac po głowie...

...chyba równie dużo ludzi boi się śmierci własnej, przynajmniej w któryms momencie swojego życia - albo ze wzgledu na bliskich, których "osieroci" , bo przeciez to nie tylko dzieci własne, to także wszyscy , którzy nas kochają...

...również dlatego boimy sie śmierci, bo nie wiemy co nas czeka >po<... tak, wina wychowania i światopoglądu, wiary... moim zdaniem wiara robi nam największą krzywdę w tej kwestii...

...albo przysługę, jak w moim przypadku, obecnie, od jakiegoś czasu...

...krzywda jest strach przed piekielnościa piekła, strach przed niedostaniem sie do nieba, ciągłe poczucie przygniatającego sumienia, czy aby na pewno żyjemy tak, by jednak zasłużyc na raj albo przynajmniej nie trafic do kotłowni w piekle...to oczywiście nie dzieje się tak od razu, pogłębia sie z biegiem lat - czyż to nie znamienite, że tyle starszych ludzi reguralnie widac wewnątrz budowli kościelnych?

...napisalam - budowli - bo sama uwielbiam kościoły jako perełki albo architektoniczne, albo muzealne - potrafią byc piękne, zapierające dech w piersiach jak Bazylika w Licheniu; 

ale to tylko budowle kościelne, bo kościół nosimy w sobie tak jak wiarę - czyli gdzie my, tam i Bóg.

...zaleta wiary w rozumieniu i postrzeganiu śmierci będzie odpowiednie nakreslenie celowości śmierci jako zakończenie etapu zycia ziemskiego, życia obecnego, życia, ktore mamy po to by się rozwijac i uczyc jego samego w sobie, by wypełniac swoje zobowiązania wzgledem siebie samych i tych wszystkich, ktorrych spotykamy na swojej drodze i nie tylko...

...można postrzegac śmierc jako koniec pewnej drogi, nagrodę za dobrze przeżyte życie, bo gdy nadejdzie nasz czas, porzucimy obecne zycie bez żalu, mając świadomośc, że śmierc jest początkiem kolejnej podroży, a sama w sobie jest tylko uwolnieniem sie z powłoki sielesnej i czasem odpoczynku dla duszy, zanim będzie mogła rozpocząc dalsza podróż...

...jednak trzeba wytrwac najpierw w tym życiu danym nam tu na ziemi i nikt nie mówi, że będzie łatwo. Czasem jest tak cholernie trudno, że wydaje nam sie, że wolelibysmy umrzec, byle już się nie męczyc... chyba mało kto nie miał takiej myśli... co niektórzy myśleli nawet o tym, by sobie pomóc w skróceniu życia, tej gehenny w piekle na ziemi, jaka przeżywamy...

...ja o tym myślałam...nawet czyniłam odpowiednie kroki...jednak tak naprawde było to tylko rozpaczliwe wołanie o pomoc, przeciez tak naprawde ja nie chciałam umrzec, tylko wydawało mi się , że jest to jedyne możliwe wyjście z sytuacji, że nie mogę nic zmienic, a życie wtedy tak bolało! bolało fizycznie, psychicznie, emocjonalnie, wszystko we krwi...

...a jednak prawdziwy samobójca nie dzieli sie planami...onie, prawdziwy samobójca po prostu pewnego dnia >to< robi... zakańcza swoje życie, najczęściej nie zostawiając po sobie słowa wyjaśnienia, pożegnania... inni zostawiają... i po co? najcześciej i tak pozostaje tym żywym poczucie winy, że nie zauważyli symptomów, że nie zapobiegli, dlaczego on mi to zrobił? pytaja... przeciez nie była aż tak źle, dlaczego on mnie zostawił? czy ja jestem temu winna? czy zrobil to przeze mnie? nie mógł juz ze mną wytrzymac? takich pytań są tysiące...

...dziś własnie odebral sobie życie ojciec mojej dobrej kolezanki...

napiszę: >wieczny odpoczynek racz mu dac Panie, a światłośc wiekuista niechaj mu świeci<

napisałam, bo tak należało

ale przecież wiem, że on nie zazna spokoju...

...nie zazna spokoju do momentu przewidzianego na jego naturalną smierc, to nie był jego czas, zadne życie nie powinnno zakonczyc sie samobójstwem...myślał, że po śmierci będzie miał spokój, że nie będzie miał zmartwien dnia codziennego i zabił życie...

...nie ma tu juz chyba nawet większego znaczenia,że zabil swoje życie, bo zostawil po sobie wielu ludzi, w tym akuratnym przypadku żonę, 6 dzieci w tym dwoje adoptowanych i wnuki, ludzi którzy teraz cierpia przez niego...

 

...jak mnie to dziwi, jak ja nie moge zrozumiec samobójców!!! tym bardziej, jak sie na to patrzy z boku i wie lub widzi,że taka zbrodnię popełnia ktoś, kto z pozoru nie ma ku niej żadnych większych powodów! nie jest nieuleczalnie chory i nie zwija sie w konwulsjach niewytrzymywalnego bólu, ktoś kto nie żyje w piekle na ziemi, ktoż kto może sam o sobie decydowac, sam na siebie zarobic, pójśc gdzie chce...

 

JAK JA TEGO NIE ROZUMIEM !!!

 

...DLACZEGO...?

...żałoba ma służyc nam, bysmy mogli pogodzic się z bólem po stracie ukochanej osoby...

Daga, moje kondolencje +

 

 

 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (5) | dodaj komentarz

nt.odbierania życia krótko

 

 

W zasadzie krótko się nie da, ale jakaś takaś fala przez Polske przechodzi...

 

Niedawno tu pisałam o przypadku samobójstwa ojca koleżanki,

kilka dni temu dostałam sms-a z zalem napisanego przez osobę mi bliską

że właśnie popełniła samobójstwo znajoma zostawiając 13letnią córkę...

Jeszcze w Dniu Kobiet była zadowolona, uśmiechnięta i wygladała na szczęśliwą, z opisu...

Nic nie wskazywało na to, żeby miała zrobic coś takiego...

Niedawno okazało sie , że jednak leczyła sie u psychiatry.

Ale to może świadczyc chociażby o depresji,a może było cos więcej.

Nie znam bliżej ani sprawy,ani osoby.

 

 

Jednak przykro mi ze względu na tą córkę.

Latwo jej w życiu nie będzie.

 

Jaką egoistką była moim zdaniem jej matka, że tak ją zostawiła sama na świecie!

Rzuciła się pod pociąg...

Moze sam akt wymaga odwagi, ale jego skutki sa juz zwykłą ucieczką...

Za to kobiety mi nie żal,  że się zabiła, tylko  że  dopiero teraz pozna co to piekło /

jak każdy, kto umiera na własną  rękę, za wcześnie...

Kazdy kto zabija sam siebie, włóczy się tam gdzies pomięzy światem zywych a umarłych , przzez tak długi czas jaki pozostał mu do momentu naturalnej smierci, i to jest dopiero piekło... to o takich duszach piekeilnych mówi sie w przypadkach nadających sie dla egzorcystów, duszach, które zrobia wszystko co możliwe by wrócic na ziemię, nawet w nie swoim ciele...

 

wierzę w Boga,  ochrzczono mnie po katolicku, ale jestem fanka reinkarnacji

to o wiele przyjaźniejsza wizja Bogaa, Nieba, a nawet piekła, bo nie straszą tak jak w kościele, że za wszystko można tam trafic, bo my grzesznicy...

Dzięi Bogu każdy ma szansę...

Dosłownie.

 

 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (7) | dodaj komentarz

children need boundries

... 

 

czas zadumy

juz za nami

ja nawet nie miałam sie kiedy zadumac

 

wchodzę dzis na  neta

i czytam nagłówki

że kolejne dziecko molestowane w szkole przez kolegów

trafiłam linkami

do Ani, która popełniła samobójstwo

po tym jak była seksualnie zmolestowana na oczach całej klasy przez pięciu zwyrodnialców w wieku lat czternastu

no przeciez ja nie wiem co się dzieje w tym dzisiejszym świecie!

 

czy może wcześniej tez sie tak działo, tylko nikt nic nie mówił?

 

to znaczy ja wiem na pewno, ze sie dział ale nie w takim stopniu, nie w takim zwyrodnialstwie, nie takim chamstwie, nie wśród takich dzieci, nie w takim braku wzorców i wychowania, do cholery jasnej...

 

ten swiat schodzi na psy i tylko my mozemy go utrzymac w ryzach, ale jak to możliwe skoro nikogo to nie obchodzi, każdy patrzy tylko o swoje, nie pomaga drugiemu, nawet nie zawsze dlatego, że nie chce, ale dlatego, że niechce się narazac...

 

jestem pewna, ze tej Ani na pewno chciały dzieciaki z klasy pomóc, ale widząc co z nia wyprawiaja ci co ja krzywdza mogli sie nie ruszyc z obawy o samych siebie dzisiaj później, czy jutro...

 

 co z tego ,że podał się do dymisji dyrektor, oskarżąją nauczucielke, wychowawcę, skoro to nie wróci życia tej dziewczynie, której psychika czegos takiego nie wytrzymała?? nie kazdy ma w sobie tyle siły, by móc przeżyc gwałt czy próbe gwałtu, a na pewno nie taka młoda dziewczyna...która byc może w ogóle nie była oswojona ze swoją seksualnością i takie wydarzenie spowodowało u niej szok nie do udźwignięcia...

 

skąd się biorą tacy zwyrodnialcy??

 

aż żal pomyslec, ale takie chore zachowania coraz częściej wykazują dzieci i młodziez z rodzin wydawałoby sie zupełnie normalnych, kiedys to była ciężka patologia i przypadki były skrajne, fakt,że system wychowania był inny i jednak chyba nie każde dziecko można wychowywac bezstresowo, ja chowana ciężka reką jak dużo mi znanych osób io nikomu by do łba nie przyszło, żeby takie coś! 

 

a może to właśnie ci rodzice, wychowani ciężka ręką dostali z tego powodu tak z gorem,że nie potrafili postawic odpowiednich granic własnemu dziecku, które teraz robi co mu sie podoba, bo czuje się bezkarne??

 

jak dalece siega miłosc czy głupota takiego rodzica, który daje pewnośc własnemu dziecku, że zawsze stanie po jego stronie, nawet jeśli dopuści sie ono tak zwyrodniałego czynu jak gwałt, pobicie, zabicie...???

 

 chwilowo brak mi słów,

stąd tyle pytajników,

choc w głowie mam odpowiedzi,

  tylko które z nich sa właściwe??

 

 ???


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (4) | dodaj komentarz

środa, 21 lutego 2018

Licznik odwiedzin:  14 169  

Kalendarz

« luty »
pn wt śr cz pt sb nd
   01020304
05060708091011
12131415161718
19202122232425
262728    

Ulubione strony

MOJE BLOOGI

ZAGLĄDAM DO

O moim bloogu

Możesz o tym nie wiedziec, ale to czy i jak kocha Cię twoja matka zależy tylko i wyłącznie od niej...

Statystyki

Odwiedziny: 14169
Wpisy
  • liczba: 30
Bloog istnieje od: 4151 dni

Lubię to

Więcej w serwisach WP

Pytamy.pl

Pytamy.pl